wtorek, 16 lipca 2013

prawie jak mulatka

Przygrzało słońce, założyłam kieckę, wsiadłam do tramwaju i.... dotarło do nie, że w tym wieeelkim tłumie jestem Najbardziej Bladą Stopą. Opierałam się, opierałam, bo z brązującymi specyfikami doświadczenia mam kiepskie, aż użyłam...
Monu Spa Golden Glow.


Miniaturę dostałam od mamy, która z kolei dostała ją w jakimś GlossyBoxie. Podchodziłam jak pies do jeża, ale w sumie z innymi produktami Monu miałam przyjemne relacje, więc zaryzykowałam.
Peeling, szorowanie, nawilżanie i pierwsze nałożenie produktu. Oczywiście rękawicą (która zresztą połknęła chyba połowę dawki).
Odczekałam z pięć minut, ubrałam piżamkę, poszłam spać. Wolałam przeżyć szok rano. Przynajmniej szybko zebrałabym się do pracy ;)
Ale rano było nieźle. Szału nie było, ale nie było też plam, smug. No i skóra nie miała koloru żółtaczkowego. Ważne! ;)
Wieczorem powtórzyłam zabieg nacierania Golden Glow.
A rano... o matulu!
Tak piękny odcień uzyskałam raz w życiu, po dwutygodniowych wakacjach w Chorwacji i Włoszech. Raz w życiu. (Na wiele lat, żeby nie było).
A teraz wisienka. Cieszę się swoim kolorem już szósty dzień. Dopiero dziś mogłabym pomyśleć o dobiciu się jakimś specyfikiem.
Dane techniczne: na jedno smarowanie od pasa w dół zużyłam ok. 7,5-8ml produktu. Mikrusio.
Producent oferuje butlę 200ml w cenie 23 funtów. 200ml to ok. 25 aplikacji. Po jednej dawce dwurazowej dla uzyskania koloru, balsamu na podtrzymanie koloru zostaje nam na jakieś 23 tygodnie. Zakładając, że ktoś zechce użyć balsamu na całe ciało, obstawiam, że to nadal z 10 tygodni stosowania. Czy się zatem opłaca? Myślę, że tak.
Bo plusów jest więcej.
Glow nie wysusza, nie śmierdzi, nie brudzi ubrań, nie ma drobinek, ponoć efekt widać już po 3-5 godzinach, jest kosmicznie wydajny, nie podrażnia, nie uczula.
Niestety nie udało mi się go znaleźć w Polsce. Ale jeśli napatoczą mi się zakupy w Anglii- na pewno sięgnę!
Tymczasem dla podtrzymania koloru capnęłam masło z Bielendy, zobaczymy czy poradzi sobie z kontynuacją pięknego dzieła :P
W gratisie nowość od Lirene. Mój mężczyzna też będzie testował!
A na pocieszenie paczusia GlossyBox.
Jeszcze się nie wypowiadam. Ale samo pudełeczko urocze, musicie przyznać ;)

A jak u Was? Pomagacie naturze? Podrasowujecie kolor przed latem? A może polecacie coś łatwiej dostępnego?
Miłego :)

36 komentarzy:

  1. ciekawy produkt, ale trochę drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie butla wystarczyłaby na pół roku, więc byłabym skłonna przełknąć cenę :)

      Usuń
  2. Szkoda,że niedostępny w Pl:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy jakichś zbiorczych zakupów z uk nie zorganizuję ;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię takie lekko brązujące kremy. Sama używam już 3 sezon DOVE summer glow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dove używałam hohoho ile temu. Ale pamiętam tylko tyle, że brązowił :p

      Usuń
  4. No ja to Ci nic nie polecę. Nie opalam się i nie używam brązujących produktów. Bialam cały rok i nie przeszkadza mi to :)
    Ale produkt wydaje się być ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w sumie tylko nogi drażnią. Białe jak robaki :p

      Usuń
  5. no jednak trochę drogi. Czekam na opinie tego masełka z bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masełkiem już się wymiziałam. Na razie jet dobrze- nie klei się!

      Usuń
  6. jak zwykle to co dobre, nie jest u nas dostępne ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio w GB dostałam nawilżający krem do twarzy Monu ale jeszcze nie używałam - skoro ten daje świetne efekty chętnie go poszukam. Lubię być opalona :D

    Eeee, Avon w GB? To chyba jakieś żarty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama często moni w gb dostaje i sobie chwali też :)

      Usuń
  8. super sprawa!

    pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja celebruję swoją bladość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od pasa w dół niezupełnie :p

      Usuń
  10. Ja w piance używam samoopalacza z Daxa za 20 zł ale cholerstwo śmierci kurczakiem na następny dzień, ponoć ten w piance z Lirene jest dobry, zużyję śmierdziucha i wypróbuję Lirene.

    Aaa to cudeńko, gdyby było w PL, to też bym capnęła, co tam cena jak jest takie fajne!

    Pisz o maśle z Bielendy, szybko!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię jak śmierdzi, bo się męczę :p

      Usuń
  11. Ja tam lubię być wampirem ;) i zamiast brązerem, smaruję się filtrem SPF 50 ^^
    a glossybox moim zdaniem taki sobie - opakowanie naprawdę śliczne, chciałabym samo pudło ;P tołpy nie lubię, bo ostatni krem nawilżający, zresztą też z glossy, zrobił mi krzywdę na twarzy... a obecności avonu w pudełku, które miało promować luksusowe produkty, nie skomentuję ;P dobrze, że już nie zamawiam ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam mam jakiś sentymwnt do GB, lubię niespodzianki :p

      Usuń
  12. Nie używam, bo nie lubię ich zapachu... tzn, zapachu skóry po ich użyciu. Ale fajnie, że znalazłaś swojego ulubieńca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mania! Ten śmierdzi! Ani na początku, ani w trakcie, ani po. Dlatego tak go chwalę ;)

      Usuń
  13. Wygląda jak cudo. Jednak nie czuję potrzeby sięgania po takie produkty.

    OdpowiedzUsuń
  14. avon w glossyboxie :o o raju ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. o ten monu wyglada calkiem ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. na swoje "nieszczęście" łapię promienie słoneczne w mgnieniu oka także nigdy nie były mi potrzebne takie wspomagacze :) niemniej jednak fajnie, że u Ciebie się sprawdza :D

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja się boję nadal takich specyfików:( dobrze, że Tobie służy i jesteś muzina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty masz przepiękny kolor, nie potrzebujesz :p

      Usuń
  18. ciekawe to mazidło. Ja lubie spray z YR.

    OdpowiedzUsuń