Pokazywanie postów oznaczonych etykietą catrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą catrice. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2013

gdzie byłam jak mnie nie było?

Odpowiedź jest prosta: na miejscu.
Tak się jednak poskładało, że ilość pracy, wstęp do sesji na uczelni plus domowe perypetie nieco mnie przytłoczyły i nie miałam siły o niczym pisać.
Jedynym pocieszeniem był ogromny napływ paczek.
Na początek Decubal.

czwartek, 23 maja 2013

kolorowe zakończenie

Była już część pierwsza kolorówki, dziś dokończenie. Długo nie będzie ;)
Dziś pudry, róże, cienie i kredki.

wtorek, 19 marca 2013

miłości z tego nie będzie...

Nie tak dawno zamęczałam Marti pytaniami o cienie MACa i już już jechałam do salonu... i nie dojechałam.
W ramach pocieszenia i konieczności sprawienia sobie w końcu prezentu urodzinowego wyklikałam kilka cieni Catrice, o których słyszałam wiele dobrego.
Na szczęście zamówiłam tylko trzy kolory, bo już po pierwszych testach czuję, że nie będzie między nami chemii. Kolory wybrałam przepiękne, ale niestety ani pigmentacja, ani aplikacja mnie nie zadowoliły.
Palnęłam na szybko kolorowe oko, najbardziej zadowolona jestem z kuleczki Hakuro, makijaż wyszedł (jak na moje potrzeby) znośnie, ale ile się namęczyłam z osypującymi się cieniami to moje.
Na brwi nie patrzcie, bo próbuję wrócić do starego kształtu ;)

Coś czuję, że wizyta w MACu jest mi jednak pisana...

poniedziałek, 4 lutego 2013

Catrice, podejście pierwsze

Musiałam w tamtym roku być bardzo grzeczna, bo w grudniu spłynęło do mnie ogromne morze cudowności. Jedną z najprzyjemniejszych paczek była niespodzianka od la6. To znaczy, wiedziałam, że dostanę przesyłkę, bo la6 zdobyła dla mnie porzeczkowy olejek alverde, ale w paczusi było coś jeszcze :)


poniedziałek, 28 stycznia 2013

więc mówisz MAC?

Moje dotychczasowe doświadczenia z MACiem są, jakie są. Nienajlepsze. W zasadzie postanowiłam nawet, że bez super-hiper-obeznanej w temacie osoby moja noga w MACu nie postanie- tak na wszelki wypadek. Los chciał jednak, że przyjaciółka w potrzebie zrobiła mini wyprzedaż, a mnie w oko wpadł pigment. Mały. Lśniący. Niby lawendowy, ale ciepły. Tak do mnie mrugał, że go wzięłam.
Na deser dorzucam kolejny słaby makijaż, żeby zaspokoić poszukiwaczy googlowych (wyszukiwanie na dziś: co jest teraz lubia anglicy w u.k 2013 make up).