Mało mnie, nie piszę, nie komentuję.
Kociaki chorują, w domu mam szpitalik, a do tego zabrałam się za szukanie domu. No i zaczęłam biegać. A w pracy zablokowali mi blogspota. Wszystko do kupy nie sprzyja blogowaniu.
Ale muszę trochę posprzątać, pozbyć się zwałów pudełek i opakowań, więc przychodzę z zaległym denkiem. O ile się nie mylę i dobrze kalkuluję, to pustaki z czerwca (tak tak).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lush. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
zaległe denkowanie
Etykiety:
bania agafii,
bielenda,
bioderma,
garnier,
green pharmacy,
herbal care,
isana,
lactacyd,
lush,
oriflame,
sanctuary,
soap glory,
the face shop,
yves rocher
wtorek, 15 lipca 2014
Lush, Angels on bare skin
Zbierałam się do tej recenzji bardzo długo i zebrać nie mogłam.
Lush, Angels on Bare Skin - blogowy hit wzbudził bowiem we mnie bardzo mieszanie odczucia. Dlaczego?
Lush, Angels on Bare Skin - blogowy hit wzbudził bowiem we mnie bardzo mieszanie odczucia. Dlaczego?
piątek, 6 czerwca 2014
mnie nie było, a się zdenkowało
Wiem wiem, znowu nie pisałam. Ale pisanie notek z telefonu doprowadza mnie do szału. Kto mnie podgląda na Instagramie ten wie, że posiedziałam chwilę w szpitalu, a tuż po operacji siedziałam jeszcze u rodziny daleko stąd, więc jakoś się to z pisaniem bloga nie zbiegło.
I mimo że w szpitalu nawet mydło mi dali (serio! Zabronili używać do mycia czegokolwiek innego), to coś tam udał się w maju zużyć. Niby niedużo, ale zrobiłam też spore porządki w kolorówce, udało mi się trochę rzeczy puścić na wyprzedaży (dziękuję :*), więc nawet promocyjne zakupy w Rossmannie mnie nie zapchały :)
Do rzeczy :D
Etykiety:
all for eve,
avene,
clarins,
herbal care,
himalaya herbals,
isana,
k9,
kerastase,
korund,
lush,
planeta organica,
pukka,
rene furterer,
stenders,
yves rocher
środa, 16 kwietnia 2014
Zielono mi. Lush, Herbalism
Mój pierwszy kontakt z Lushem zawdzięczam Marti. Połasiłam się wówczas o szampony w kostkach. I nie rozumiałam zachwytów. Od tamtej pory do każdej pozytywnej recenzji podchodziłam sceptycznie.
Jednak podczas wizyty w Anglii, gdy mogłam na spokojnie przejrzeć zawartość sklepu, przeczytać katalog, skusiłam się na Herbalism.
czwartek, 10 kwietnia 2014
ostatnie zakupy
...do następnego razu ;)
Ale tak całkiem serio, pokazuję ostatnią część zakupów przywiezionych z Anglii :)
Ale tak całkiem serio, pokazuję ostatnią część zakupów przywiezionych z Anglii :)
Etykiety:
Anglia,
balanceme,
dhc,
lush,
sanctuary,
soap glory,
vaseline,
yves rocher,
zakupy
piątek, 7 marca 2014
Zakupowo
Dziś kopsnęłyśmy się na babskie zakupy. Mogłam na spokojnie obmacać wszystko w dwupoziomowym sklepie Lusha ;) wyszłam z tym, po co przyszłam, czyli Angels on bare skin.
Jestem z siebie dumna, że niczemu więcej nie uległam (balsamik do ciała to wydatek na cele charytatywne, więc sie nie liczy).
A niedługo pokażę Wam nowe paznokcie 'zrób to sam' :)
czwartek, 21 marca 2013
denko zimowe
Do tego denka zbierałam się długo, bo od początku roku i choć nie uzbierało się dużo, to znacznie przewietrzyłam półki.
Tym razem na powitanie wiosny otwieram nowe pudło denkowe ;)
Zima była długa i niezdecydowana. Moja skóra uległa przesuszeniu, obsypaniu niespodziankami, po raz pierwszy od kilku lat znalazłam na głowie łupież. Ogólnie- dramat.
Czym więc się wspierałam, żeby z dramatu wyjść?
Tym razem na powitanie wiosny otwieram nowe pudło denkowe ;)
Zima była długa i niezdecydowana. Moja skóra uległa przesuszeniu, obsypaniu niespodziankami, po raz pierwszy od kilku lat znalazłam na głowie łupież. Ogólnie- dramat.
Czym więc się wspierałam, żeby z dramatu wyjść?
Etykiety:
alterra,
clarena,
denko,
dove,
eveline,
fenjal,
herbal essences,
l'oreal,
le petit marseillais,
lirene,
lush,
rene furterer,
sephora,
skin79,
the body shop,
tresemme,
under twenty,
vichy,
yves rocher,
zużycia
wtorek, 29 stycznia 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)
