sobota, 26 kwietnia 2014

Perfect Fusion twarzą w twarz

Rzadko recenzuję kolorówkę. Ciężko mi się o niej mówi, bo albo coś lubię, albo nie. Może pamiętacie, że moim podkładowym hitem jest Giorgio Armani, Lasting Silk. Jednak wizja wydania 250zł na coś, co w przeciwieństwie do pudru czy różu, wytrzyma maksymalnie kilka miesięcy, trochę mnie boli.
Jakiś czas temu znajoma zamówiła dla mnie podkład Oriflame, Perfect Fusion.

Nieufnie podchodzę do podkładów katalogowych. Ciężko dobrać kolor, a ograniczony dostęp do próbek sprawia, że zakup zawsze jest obarczony ryzykiem wtopy. Ale powiedzmy, że wtopę za 27zł (bo tyle wtedy podkład kosztował), byłabym w stanie przeboleć.
Zamówiony przez nas kolor to porcelain.
Nie umiem go określić inaczej, jak perfekcyjnie nudziakowy. Nie ma w nim grama różu, grama pomarańczy. Jest absolutnie beżowy, tylko jasny. To pierwszy plus. Drugi plus - nie wiem, jak inne kolory, ale porcelanka magicznie dopasowuje się do różnych odcieni skóry. Testowałyśmy go na skórze bladej żółtej, na bladej różowej, na oliwkowej i na śniadej. Na każdej dopasowywał się jakoś delikatnie do naturalnej karnacji. Trzeci plus - krycie. Nie spodziewałam się cudów, a jednak. Nie mam fioła na punkcie idealnej cery, nie mam takiej i nie nakładam wielu warstw makijażu, by udawać, że mam. Nie używam korektora (czasem tylko rozświetlający pod oczy). I  muszę przyznać, że krycie tego cudaka jest wielce zadowalające. Kolejne plusy to zapach (trochę jak granatowy krem nivea), konsystencja (gęsta i kremowa, ale łątwa w obsłudze), trwałość (z pudrem 10h na twarzy), cena (nooo, w promocji do 30zł), opakowanie (ładne, proste, szklane, czytelne, z prostą w obsłudze pompeczką, która działa bez zarzutu i nie pluje) i wydajność (przy codziennym używaniu 30ml wystarczyło na trzy miesiące).
 A tu efekt na twarzy. Na górze zdjęcie z podkładem solo, na dole oprószone pudrem.
Czytałam sporo negatywnych opinii na jego temat, co kolejny raz pokazuje, że wszystkim się nie dogodzi. Ja jestem z cudaka bardzo zadowolona. Jedyny minus to czas wysychania. Dziewczyny często wspominają o smużeniu. Ja jednak nakładam pędzlem i zostawiam go na minutę na twarzy i wszystkie smugi znikają same. Dodam jeszcze, że jeśli róż nałożę na taki ledwo wilgotny jeszcze podkład, to pięknie się wtapia i utrzymuje na twarzy cały dzień.
Nie, podkład mnie nie podrażnił, nie zapchał etc.
No i naprawdę całkiem ładnie wygląda na półeczce.
Podsumowanie: Oriflame nie Armani, ale nie można mu odmówić wielu plusów. Wiem, że jeśli Douglas uszczęśliwi mnie promocją -20%, to Armaniego nabędę, ale w międzyczasie pokorzystam z tańszych rozwiązań.
Miałyście go? Jak się u Was sprawdził? A może macie inne podkłady tanie i dobre?

15 komentarzy:

  1. Mnie w swoim czasie strasznie kusił :) No i nareszcie zobaczyłam jak wygląda odcień porcelanowy, bo czytałam jakieś głupoty, że jest bardzo jasny, niemal biały, a tu widzę śliczny jaśniutki beżyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam, beżyk :)
      Mogę Ci podesłać próbkę, bo w sumie 2000 też miałam. Aczkolwiek podkład c2000 jest ciemniejszy ;) mam jeszcze najnowsiejszą nowość podkładową z ori (the one?) to też bym mogła :>

      Usuń
  2. podoba mi się efekt, niewykluczone, że przyjrzę mu się bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam :) trzeba tylko nauczyć się go nakładać.

      Usuń
  3. Nie jestem przekonana do podkładów z katalogów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja też umiarkowanie, ale w takiej cenie żal nie spróbować :P

      Usuń
  4. Oriflame znamy, ale nie wiedzieliśmy, że mają taki produkt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a polecam polecam :D o dziwo niezły produkt.

      Usuń
  5. ostatnio mam podkład mineralny i go pokochałam, więc zwykle omijam z daleka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam mineralny, zawsze przy sobie, niemniej to fajny płynny produkt.

      Usuń
  6. no dobra, ja nie na temat. patrzę na te Twoje rzęsy i myślę sobie, że Twój romans z Philosophy może się udać :)

    OdpowiedzUsuń