wtorek, 9 kwietnia 2013

najsmutniejsze pożegnania marca

Przywoływanie wiosny sprzyja czyszczeniu zapasów. Niektóre pożegnania cieszą (uff, nareszcie), niektóre bardzo smucą (to już?). Dziś o pożegnaniu smutnym, bardzo smutnym.
Na warsztat biorę maskę do włosów Karite firmy Rene Furterer.
W moje łapki dzięki krótemuś GlossyBoxowi trafiła tubka 30ml. Mało? Dużo? Wystarczyło mi na 5 aplikacji (z czego dwie na włosach długich prawie do pasa ;)), uważam to więc za bardzo przyjemną wydajność i dostateczną ilość, by poznać działanie.
A było co poznawać ;)
Jak zapewne wiecie, nie mam problematycznych włosów. Są mocne, grube, niskoporowate, długo wytrzymują świeże (4-5 dni). Lista zarzutów wobec nich jest krótka: długo schną, są niepodatne na układanie i ciężko się rozczesują. Z układaniem nawet nie walczę, bo szkoda czasu, schnięcie- cóż, grzeszę, ale zostawiam je na noc. A rozczesywanie... Hmm... Tę maskę odłożyłabym pewnie na bok jak każdą inną, gdyby nie malutkie zdanie na końcu listy obietnic: ułatwia rozczesywanie.
Musiałam spróbować.
Iii...
Było warto. Totalnie i absolutnie.
Maskę nakłada się na umyte i lekko osuszone ręcznikiem włosy, zostawia od 2 do 5 minut i spłukuje. Z racji mojego lichego doświadczenia z maskami do włosów, ściśle przestrzegałam tych zasad (o dziwo). Po spłukaniu włosów szczotka wchodziła w nie jak w masło - na mokro, na sucho, po syfnych szamponach niemiłosiernie plączących włosy (Alterra, Babydream) oraz po moich kochanych silikonach (Tresemme, Pantene etc.). Włosy po wysuszeniu pięknie lśniły, były sypkie i lejące się, rozczesywały się bajecznie prosto. Miałam też takie dziwne wrażenie, że po aplikacji maski traciłam mniej niż zwykle włosów. Skóra głowy była nawilżona, nie przetłuszczała się szybciej, włosy były leciutko uniesione u nasady.
Z danych technicznych- maska ma postać gęstego mleczka, balsamu. Nie wycieka przez palce, ale mała ilość wystarcza na dokładne pokrycie wszystkich włosów. Do tego ten obłędny zapach. Nie umiem opisywać zapachów, ale tak właśnie wyobrażam sobie zapach masła Karite. Lekko orzechowy, ciepły i głęboki. Miodzio.

Podsumowanie? I'm in love. Gdyby nie kosmiczna cena pełnego opakowania (ok. 150-180zł) i fatalna dostępność (stacjonarnie prawie nigdy go nie ma na półkach), pewnie już byłoby moje. 
Niestety rozsądek zwycięża i poszukuję tańszego odpowiednika mojej miłości. Tym razem będę testować maskę z Yves Rocher. O efektach Was powiadomię ;)

Znacie? Lubicie? Polecacie coś innego?

19 komentarzy:

  1. O mamo już się napalałam, ale cena mnie zabiła. Niestety nie na moją kieszeń :( Z masek chyba najbardziej pasuje mi Bioetika i Stapiz, ale to zdecydowanie niższa półka :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niższa, wyższa, grunt, żeby działało. Maska z YR kosztowała mnie ok. 20zł. W tym tygodniu pewnie użyję jej pierwszy raz (na razie tylko wącham *.*), zobaczymy co wyjdzie.

      Usuń
    2. ja tą maskę kupuję na www.aptekaslonik.pl za 122zł, jest jeszcze z te serii krem 100ml za około 75zł:)

      Usuń
    3. krem to odpowiednik odżywki w zwykłych liniach?

      Usuń
  2. Weź sobie pani kup taniutką Glorię! Genialna dla moich włosów (a jest ich dużo, są gęste, grube, nieco niesforne), a kosztuje około szóstki w Auchanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gloria? Zaraz poszukam, jak to wygląda ;)

      Usuń
  3. Tytuł posta taki, że aż się przestraszyłam. ;-)

    Co do włosów, to ja jestem naturalistką - oleje, henna, delikatne szampony. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja próbowałam naturalnie, ale się poddałam. Miałam zawsze siano na głowie.

      Usuń
  4. Nie strasz ludzi, myślałam, że psinie coś się stało. Cena maski jest dosyć ... powalajàca ale skoro działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. psy mają się świetnie, zbierają pierwsze wiosenne aromaty ;))

      Usuń
  5. Świetna maska i cała seria Karite, używam tez kremu do włosów z tej serii i bardzo sobie chwalę te produkty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nigdy nie inwestowałam i we włosy i nawet cena słonika mnie boli :P

      Usuń
  6. Groźny tytuł.... ja takiego problemu nie mam, bo mam króciutkie włosy i właściwie myję je płynem dziecka, ale gdybym była na Twoim miejscu kupiłabym tę odżywkę- jest droga, ale jak sama piszesz dobrze Ci służy i jest wydajna... więc i wydatek, dzieląc przez miesiące, które byś ją używała- nie będzie największy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie twierdzę, że to nieopłacalne, ale ja nigdy nie wydawałam dużo na włosy i nie ukrywam, że to kwota dalece za wysoka (jednorazowo) w stosunku do moich dotychczasowych kosztów ;)

      Usuń
  7. u mnie to po prawie każdej masce/ odżywce lepiej się rozczesują ;P jedyne co chciałabym to aby mniej się przetłuszczały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no po tej przetłuszczają się standardowo czyli 4-5 dni wytrzymują nienagannie.

      Usuń
  8. musze wyprobowac, widzialam ale chyba u nas tylko w salonach fryzjerskich jest sprzedawana. niewiem jak w Polsce.

    OdpowiedzUsuń